Rosyjscy machiści

Jest to zupełnie niedwuznaczny subiektywizm w zakresie zagadnienia przyczynowości. Zresztą, jeśli zachowana ma być choć odrobina konsekwencji, to do innego wniosku nie uznając, że źródłem naszych wrażeń jest obiektywna rzeczywistość, dojść nie można.

Weźmy Macha. W specjalnym rozdziale o „przyczynowości i objaśnieniu” (Wärmelehre, 2 Auflage, S. 432-439) czytamy: „Krytyka Hume’a”' (dotycząca pojęcia przyczynowości) „pozostaje w mocy.” Kant i Hume rozmaicie rozwiązują problem przyczynowości (innych filozofów nie raczy Mach w ogóle uwzględnić!): „my akceptujemy” rozwiązanie Hume’a. „Żadna inna konieczność prócz logicznej (kursywa Macha), na przykład więc fizyczna, nie istnieje.” Jest to akurat ten sam pogląd, który tak stanowczo zwalczał Feuerbach. Machowi nie przychodzi nawet do głowy wypierać się swego pokrewieństwa z Hume’em. Jedynie rosyjscy machiści dojść mogli do uznania za możliwe „połączenia” agnostycyzmu Hume’a z materializmem Marksa i Engelsa. W Mechanice Macha czytamy: „W przyrodzie nie ma przyczyny ani skutku” (s. 474, 3 Auflage, 1897). „Niejednokrotnie wyjaśniałem, że wszystkie formy prawa przyczynowości pochodzą z dążeń (Trieben) subiektywnych, którym przyroda nie musi odpowiadać” (495).

Zauważyć tu należy, że nasi rosyjscy machiści ze zdumiewającą naiwnością zastępują zagadnienie materialistycznego lub idealistycznego kierunku wszystkich rozważań na temat prawa przyczynowości zagadnieniem takiego czy innego sformułowania tego prawa. Uwierzyli oni niemieckim profe- sorom-empiriokrytykom, że wystarczy powiedzieć „stosunek funkcjonalny”, abyśmy mieli do czynienia z odkryciem „najnowocześniejszego pozytywizmu” i abyśmy wybawieni byli od „fetyszyzmu” takich wyrażeń, jak „konieczność”, „prawo” itp. Są to, oczywiście, po prostu androny i Wundt zupełnie słusznie wyśmiał tę zmianę słowa (s. 383 i 388 cyt. artk. w Phil. Studien), która nic nie zmienia w istocie sprawy. Co się tyczy samego Macha, to mówi on o „wszystkich formach” prawa przyczynowości czyni rozumiejące się samo przez się zastrzeżenie, że pojęcie funkcji może wyrazić dokładniej „zależność między elementami” tylko wtedy, gdy osiągnięta jest możliwość wyrażania rezultatów badania w wielkościach mierzalnych – co nawet w takich naukach jak chemia osiągnięte zostało tylko częściowo. Widocznie zdaniem naszych machistów, tak ufnie odnoszących się do profesorskich odkryć, Feuerbach (nie mówię już o Engelsie) nie wiedział, że pojęcia: porządek, prawidłowość itp. mogą w pewnych warunkach być wyrażone przez zdefiniowany matematycznie stosunek funkcjonalny!

Istotnie ważne zagadnienie teoriopoznawcze, które dzieli kierunki filozoficzne, nie na tym polega, jaki stopień dokładności osiągnęły nasze opisy związków przyczynowych i czy opisy te mogą być wyrażone ścisłą formułą matematyczną – lecz na tym, czy źródłem naszego poznania tych związków jest obiektywna prawidłowość przyrody, czy też własności naszego umysłu, cechująca go zdolność poznawania pewnych prawd apriorycznych itp. Oto co dzieli bezpowrotnie materialistów Feuerbacha, Marksa i Engelsa od agnostyków (hume’i- stów) Avenariusa i Macha.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>