Przedmioty są niewyzerpalne

Jeśli jednak droga poznania jest nieskończona, to niej jest ona tym samym wolna od prawidłowości, nie jest tym samym wyzbyta ścisłej jedności swego kierunku. Kierunek właśnie jako taki nie posiada kresu. Właśnie poznanie nieskończoności drogi nauki, które jest tożsame z poznaniem ścisłej jedności, ba, jedyności kierunku owej drogi, jest tak fundamentalnym poznaniem filozoficznym, jak niemal żadne inne. I to właśnie poznanie, im bardziej jest bezsporne, tym pewniej uzasadnia rację filozofii.

Przedmioty są nie wy czerpalne: poznanie zaś, skierowane na przedmiot, które sądzi, że zbliża się doń coraz bardziej, przecież go nigdy nie osiąga, jest, na mocy swej własnej wewnętrznej i prawidłowej zasady, zawsze jedno i to samo.

Przedmioty zdają się znajdować poza nami, w pewnym oddaleniu. Mniemamy, że wraz z postępem poznania stale zmniejszać się będzie odległość między nami a nimi. Ku naszemu zdumieniu odkrywamy, że ciągle pozostają one od nas równie odległe, ba, zdają się oddalać coraz bardziej. Naszym zaś pozostaje tylko poznanie, gdyż jest ono świadomością, świadomość zaś czegokolwiek jest zawsze nasza własna.

Doniosły i powszechnie znany przykład wystarczy, by stosunek ten wyjaśnić. Dla myślenia starożytnego i średniowiecznego zewnętrzne uniwer- sum kończyło się na dziewiątej lub jedenastej z owych niebiańskich sfer, którym – nałożonym na siebie na podobieństwo łupin cebuli – kazano kręcić się w wiecznie równym, okrężnym biegu wokół centrum Ziemi, Kopernik rozbił ową kunsztowną budowlę: Ziemia musiała swe centralne stanowisko odstąpić Słońcu i zadowolić się skromnym miejscem w rzędzie planet: sfera gwiazd stałych odsunęła się w dal, której dawniej nawet nie przeczuwano. Także i ten system upadł: Słońce, jak przedtem Ziemia, przestało być punktem centralnym zamkniętego uniwersum: sfera nieruchoma, do której przymocowane były stałe gwiazdy, stała się mitem: ich nazwa tylko („gwiazdy stałe”) zachowuje jeszcze niejako spetryfikowaną resztę wspomnienia o dawnym znaczeniu. Naprawdę są to (wedle Kanta) tylko „wolno poruszające się gwiazdy zmienne wyższego rzędu”. Dawniej przyjęte ustalenia odległości i okresów obiegu przekroczone zostały miliardy razy: uzbrojone oko znajduje barierę wyłącznie tylko w swej własnej niedoskonałości i w wyposażeniu technicznym, nie zaś w przedmiocie: w nieskończoności dość miejsca dla nieskończonych światów. Nazywamy to postępem poznania i zaliczamy do największych postępów, jakie ludzkość ma do zanotowania Niestety tego, czego szukaliśmy, mianowicie zamkniętej jedności budowli świata, jedności „kosmosu”, pozornie nie zbliżyliśmy do nas, raczej odsunęliśmy ją jeszcze dalej. Od systemu Universum jesteśmy dalej niż kiedykolwiek. Starożytni mieli system: mieli go jeszcze Kopernik i Keppler: my nie mamy żadnego. Ale poznanie zyskało niepomiernie i, co najgodniejsze uwagi: u wszystkich pozostała w końcu ta sama zasada poznania. Jest to to samo prawo poznania, któremu posłuszni byli Eudoksos i Ptolomeusz, Kopernik i Keppler, Newton, Kant i Laplace. Zastosowanie tylko tego prawa do coraz to szerszych dziedzin danych nam fenomenów, do coraz szerzej rozumianego problemu prowadzić musiało do coraz to innych wyników. Stary, sformułowany najpierw, jak się zdaje, przez Platona lub w jego szkole wymóg – pojawiające się niejednolitości biegu gwiazd sprowadzać do prawidłowych jednolitości – jest dla nas równie miarodajny, jak był dla starożytnych. Kopernikiem i Kep- plerem, a potem Newtonem, Kantem i Laplacem w ich reformach kosmologii kierował wzgląd, aby wymóg ten spełnić lepiej, w sposób bardziej trwały. Upadły jednolite tory okrężne starożytnych, przeminęły elipsy Kepplera i na ich miejsce nie wstąpiły żadne inne regularne figury torów gwiazd.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>