Nasza cywilizacja jest obezwładniona przez idealistyczną anemię

Zasługą marksizmu w jego teorii i praktyce jest to, że stanowi on potężną współczesną reakcję na tę dekadencję. Liczne kierunki filozofii osoby ludzkiej i egzystencji, na które powoływaliśmy się wyżej, również ją piętnowały, wychodząc z pełniejszego spojrzenia na człowieka. Nie zdołały jednak uchwycić tego zjawiska w całym jego socjologicznym miąższu i umieścić go w kontekście nieładu, który godzi w życie każdego: na skutek owych braków nie zdołały pogodzić trafności myśli ze skutecznością działania. Zadaniem obecnej generacji miało być podjęcie krytyki „materialistycznej” i uwolnienie jej od uproszczeń, które narzuciły jej pierwsze walki oraz przeżytki pozytywizmu, przezwyciężonego już przez nauki ścisłe i przez krytykę. Chodziło o nawiązanie do dawnej tradycji realizmu, która straciła swą siłę tylko dlatego, że straciła związek z codzienną rzeczywistością, że pozwoliła, aby z duchowości współczesnej ulotniło się to, co Nietzsche trafnie nazwał „wyczuciem i zrozumieniem ziemi”.

Nasza cywilizacja wciąż jeszcze jest obezwładniona przez idealistyczną anemię, a już z różnych stron zagraża jej inna, podobna, choć biegunowo przeciwna alienacja. Pragnie się wyrwać człowieka ze snu, opowiadając mu o realności rzeczy, ale ten człowiek objawiający skłonność do zatracania się w swych snach i do utraty poczucia związków z rzeczami – choćby obracał się wśród rzeczy – jest podatny również na inne, nowe i potężne środki usypiające. Materialiści zapominają o jednym: o ambiwalencji życia materialnego. My uznaliśmy ją w życiu duchowym, które może być w zależności od naszego wyboru albo wypełnione obecnością w świecie, albo stanowić ucieczką przed światem. W ten sam sposób nasze życie wśród rzeczy – w ich wytwarzaniu, manipulacji i użytkowaniu – oraz nasze życie pośród innych ludzi – wśród propagandy, organizacji i współpracy – może być albo życiem świadomym i pełnym inicjatywy, albo też prowadzić do gnuśności poprzez komfort, bezcelową agitacją, automatyzm, poprzez bezosobowy mechanizm życia, gadulstwo i plotkarstwo. Narcyz jest od wewnątrz trawiony przez chorobą pięknoduchów i zatruwa go jego własne spojrzenie na siebie. Ale Herkules jest z zewnątrz trawiony przez własne sukcesy spala się cały w ogniu swoich zwycięstw. Tak więc organizacja stanowi postęp ku ładowi, ale tylko do tego punktu, poza którym człowiek zaczyna się redukować do pełnionych przez siebie funkcji. Kolektywizacja jest zdobyczą duchową, ale tylko do tego momentu, poza którym inicjatywa zatraca sią w mechanizmie życia społecznego, a niezależność myśli zastąpiona jest przez konformizm. Praca, zmysł polityczny i całe życie publiczne stanowią cenny hamulec przerostów subiektywizmu i groźby egocentrycznej izolacji, ale one z kolei stają się instrumentem dehumanizacji, gdy prowadzą do eliminowania skupienia, ciszy i odprężenia, a dalej do eliminowania wewnętrznego dramatu człowieka, metafizycznego niepokoju duchowego, pogłębienia, kontroli sumienia i ustawicznego drążenia zastanego porządku.

Nasza cywilizacja jest obezwładniona przez idealistyczną anemię cz. II

Te niebezpieczeństwa nie są związane z określoną partią czy określonym ruchem społecznym. Często wiązano je z socjalizmem lub komunizmem, a to dlatego, że właśnie socjalizm i komunizm, dokonując po raz pierwszy przenikliwej analizy współczesnego świata, ujawniły te niebezpieczeństwa. Tkwią one jednak w samej naturze rzeczy, w narastającym rozwoju ogromnych możliwości technicznych, jeszcze nie całkowicie opanowanych. Zastosowanie techniki i masowe formy życia nie są bynajmniej czynnikami sprowadzającymi depersonalizację w sposób nieunikniony. Stają się nimi, gdy zniechęcony poszukiwaniem trudnej syntezy człowiek zniechęca się do dążenia do życia, osobowego, gdy przestanie cenić ten ideał życia. Wówczas, ale tylko wówczas, zbyt sztywny porządek produkcji i życia zbiorowego zrodzi nieład z punktu widzenia człowieka podobny do tego, jaki rodziła wczorajsza anarchia indywidualistyczna. Nie powinniśmy jednak z tego powodu niszczyć maszyn i powołując się na Proudhona, wzdychać do przedprzemysło- wych utopii. Powinniśmy w ramach rewolucji, przeprowadzonej w imię nowego porządku technicznego i społecznego – tej rewolucji, która jest nagląca, musi być radykalna i w pewnym sensie nieubłagana – prowadzić podporządkowaną tamtej, drugą rewolucję, która przywróci nam równocześnie zdolność panowania nad rzeczami, niezależność i wolność w stosunku do nich.

W szpitalach dla nerwowo chorych zdarzają się . pouczające przypadki. Są tam chorzy, którzy zupełnie radykalnie zerwali związki ze światem zewnętrznym. Nie widzą i nie słyszą nic, co się wokół nich dzieje. Otacza ich zimna pustka. W całkowitym odosobnieniu żyją snami pozbawionymi treści. Czy z tej racji ich wewnętrzne życie wzbogaca się kosztem stosunków ze światem zewnętrznym? Żadną miarą. Tak jak nie żyją życiem zewnętrznym, tak samo nie żyją życiem wewnętrznym. O sobie mówią w trzeciej osobie, podobnie jak dziecko, które nie nawiązało jeszcze kontaktu ze światem rzeczy. Nie mają nawet poczucia czasu: wydaje im się, że muszą posuwać się od momentu do następnego momentu ich życia, tak jak przesuwać trzeba wskazówki popsutego zegara. Ich myśli są przerażająco ubogie, a ich majaczenia ograniczają się do kilku luźnych stereotypowych obrazów. Tak więc równocześnie i wskutek tego samego odruchu człowiek odrywa się od rzeczywistości i zarazem pozbawia się życia osobowego. Inni chorzy, odwrotnie niż ci pierwsi, wciągnięci w oszałamia- jący kołowrót swoich doznań, żyją stale i całkowicie na zewnątrz siebie. Wyczerpują się w zawrotnej gonitwie wyskoków, słów i podnieceń. Ale ten rozpęd, który wydać by się mógł bogactwem wewnętrznym, jest rozkładem osobowości. Są oni jak opiłki przyciągane przez magnes. Niedbale zaaferowani, nie panując nad odruchami, nie są w stanie niczego zrobić, do niczego się zabrać ani przywiązać. Tracąc siebie samych, utracili związek ze światem. Takie są, ukazane w obrazach nieco przejaskrawionych, dwa rodzaje grożącego nam zagubienia – zagubienia pośród rzeczy oraz zagubienia w nas samych. Żaden z nich nie jest nieuchronny. Ani życie wewnętrzne, ani zewnętrzne jako takie nie ciągnie nas ku przepaści: niebezpieczeństwo powstaje wtedy, gdy pozwolimy, aby jedno lub drugie nas przerosło i gdy związek między nimi zostanie przerwany. Dlatego personalizm nie może dopuścić, aby go sprzęgnięto czy to z subiektywizmem, czy to materializmem. Ponad wyłącznością obu tych kierunków dąży on wbrew współczesnym alienacjom do pogodzenia człowieka z sobą samym.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>