Category Socjologia

CO TO JEST MATERIA? CO TO JEST DOŚWIADCZENIE? CZ. III

Bogdanów, udając, że polemizuje tylko z Belto- wem, a omijając tchórzliwie Engelsa, oburza się na takie definicje, które, widzicie państwo, „okazują się zwykłymi powtórzeniami” (Empiri&mo- nizin, s. III i XVI) owej „formuły” (Engelsa – zapomina dodać nasz „marksista”), która głosi, że według jednego kierunku filozoficznego materia jest pierwotna, duch – wtórny, według drugiego – na odwrót. Wszyscy machiści rosyjscy powtarzają z zachwytem „obalający argument” Bogdanowa! A tymczasem wystarczyłoby tym ludziom zastanowić się choćby przez chwilę, by zrozumieć, że nie można – nie można z istoty rzeczy – dać żadnej innej definicji tych dwóch ostatnich pojęć gnozeo- logii, prócz wskazania, które z nich uznaje się za pierwotne. Co to znaczy – dać „definicję”? Znaczy to przede wszystkim: podciągnąć dane pojęcie pod inne, szersze. Na przykład, gdy definiuję: osioł jest zwierzęciem, podciągam pojęcie „osioł” pod szersze pojęcie. Czy więc wśród pojęć, którymi mogłaby operować teoria poznania, są jakiekolwiek szersze aniżeli pojęcia: byt i myślenie, materia i wrażenie, to, co fizyczne, i to, co psychiczne? Nie ma. Osiągnięta tu zostaje granica szerokości pojęć, są to pojęcia najszersze, poza które z istoty rzeczy (jeżeli nie będziemy brali pod uwagę zawsze możliwych zmian nomenklatury) nie wykroczyła dotychczas gnozeologia. Tylko szarlataństwo lub skrajne ubóstwo umysłowe może żądać takiej „definicji” tych dwóch „szeregów” krańcowo szerokich pojęć, która nie polegałaby na „zwykłym powtórzeniu”, że to z nich bądź owo bierzemy za pierwotne. Weźmy trzy przytoczone powyżej rozważania o materii. Do czego się wszystkie sprowadzają? Do tego, że filozofowie ci postępują od tego, co psychiczne, czyli Ja, ku temu, co fizyczne, czyli otoczeniu, jako od członu centralnego ku przeciwczłonowi – lub od wrażenia ku materii – lub od postrzeżenia zmysłowego ku materii. Czyż mogliby Avenarius, Mach i Pearson z istoty rzeczy dać jakąś inną „definicję” podstawowych pojęć, prócz wskazania kierunku swej linii filozoficznej? Czyż mogli zdefiniować inaczej, zdefiniować w jakiś szczególny sposób, co to jest J a, oo to jest wrażenie, co to jest postrzeżenie zmysłowe? Wystarczy jasno postawić to pytanie, aby pojąć, jakie straszliwe bzdury mówią machiści, gdy żądają od materialistów takiej definicji materii, która nie sprowadzałaby się do powtórzenia, że materia, przyroda, byt, to, co fizyczne, jest tym, co pierwotne, duch zaś, świadomość, wrażenie, to, co psychiczne – tym, co wtórne.

czytaj więcej

Bogdanow i jego przygody filozoficzne – kontynuacja

Rzeczą oczywistą jest, że Bogdanów rozumuje błędnie. Nie dość, że plącze on materialistyczne uznawanie obiektywnego źródła wrażeń (niejasno sformułowane w słowach: przyczyna wrażeń) z danym przez Milla agnostycznym określeniem materii jako stałej możliwości wrażeń. Błąd podstawowy polega tu na tym, że autor zbliżywszy się bezpośrednio do zagadnienia istnienia czy nieistnienia obiektywnego źródła wrażeń porzuca to zagadnienie w połowie drogi i przeskakuje do innego – do zagadnienia istnienia czy nieistnienia materii bez ruchu. Idealista może uważać świat za ruch naszych wrażeń (choćby nawet „społecznie zorganizowanych” i „zharmonizowanych” w najwyższym stopniu): materialista – za ruch obiektywnego źródła, obiektywnego modelu naszych wrażeń. Metafizyczny, tzn. antydialektyczny materialista może przystać na możliwość istnienia materii (choćby tylko przez pewien czas, do chwili „pierwszego impulsu” itp.) bez ruchu. Dialektyczny zaś materialista nie tylko uważa ruch za nieodłączną własność materii, ale odrzuca także uproszczony pogląd na ruch itd.

czytaj więcej

0 PRZYCZYNOWOSCI I KONIECZNOŚCI W PRZYHODZIE

Zagadnienie przyczynowości posiada szczególnie ważne znaczenie dla określenia linii filozoficznej tego lub innego najnowocześniejszego „izmu” i dlatego musimy zająć się nim nieco dokładniej.

czytaj więcej

0 PRZYCZYNOWOSCI I KONIECZNOŚCI W PRZYHODZIE CZ. III

Co się tyczy Engelsa, to – o ile się nie mylę – nie przytrafiło mu się nigdzie przeciwstawić swe materialistyczne stanowisko innym kierunkom specjalnie w zagadnieniu przyczynowości. Nie było mu to potrzebne, skoro w bardziej zasadniczej kwestii obiektywnej rzeczywistości świata zewnętrznego w ogóle odgrodził się on zupełnie wyraźnie od wszystkich agnostyków. Dla każdego jednak, kto z odrobiną uwagi przeczytał jego prace filozoficzne, powinno być oczywiste, że Engels za niedopuszczalny uważał nawet cień wątpliwości co do istnienia obiektywnej prawidłowości, przyczynowości, konieczności w przyrodzie. Ograniczmy się do kilku przykładów. Już w pierwszym paragrafie Anty-Dühringa mówi Engels: „Żeby poznać te szczegóły” (czyli poszczególne aspekty ogólnego obrazu zjawisk świata), „musimy wyrywać je z ich naturalnego (natürlich) czy historycznego związku i badać każdy z nich osobno, według jego własności, jego swoistych przyczyn i skutków itd.” (5-6). Źe ten naturalny związek, związek między zjawiskami przyrody istnieje obiektywnie, jest stąd oczywiste. Engels kładzie szczególny nacisk na dialektyczny pogląd na przyczynę i skutek: „Przyczyna i skutek są przedstawieniami, które jako takie zastosowane być mogą jedynie do poszczególnego wypadku: gdy jednak rozpatrzymy ów poszczególny wypadek w jego ogólnym związku z całością świata, przedstawienia te zbiegają się, roztapiają się w pojęciu powszechnego oddziaływania wzajemnego, w którym przyczyny i skutki ciągle zamieniają się miejscami: to, co teraz czy tutaj jest skutkiem, staje się tam lub wtedy przyczyną – i odwrotnie” (8). A zatem ludzkie pojęcia przyczyny i skutku zawsze upraszczają nieco obiektywną więź między zjawiskami przyrody, odzwierciedlają ją tylko w przybliżeniu, sztucznie izolując te lub inne strony jednego i jednolitego procesu światowego. Skoro stwierdzamy, że prawa myślenia odpowiadają prawom przyrody – powiada Engels – to staje się to zupełnie zrozumiałe, jeśli uprzytomnimy sobie, że myślenie i świadomość są „wytworami mózgu ludzkiego i że człowiek sam jest wytworem przyrody”. Jest rzeczą zrozumiałą, że „wytwory mózgu ludzkiego, które w ostatniej instancji są przecież także wytworami przyrody, nie znajdują się w sprzeczności z pozostałym kompleksem przyrody (Natur Zusammenhang), lecz są z nim zgodne” (22). To, że istnieje naturalna, obiektywna więź między zjawiskami świata, nie ulega najmniejszej wątpliwości, O „prawach przyrody”, o „konieczności w przyrodzie” (Naturnotwendigkeiten) mówi Engels stale, nie upatrując żadnej konieczności w wyjaśnianiu powszechnie znanych twierdzeń materializmu.

czytaj więcej

Autonomia politycznej świadomośći katolików

Uznając autonomię politycznej świadomości katolików i broniąc praw świeckich do swobodne go – w granicach niesprzecznośei z dążeniami do celów religii – wyboru politycznego, Maritain jest jednym z rzeczników katolicyzmu „otwartego”.

czytaj więcej

Energetyka Ostwalda

„Materiał świata jest dla niej (dla energetyki Ostwalda) obojętny, daje się z nią w zupełności pogodzić zarówno dawny materializm, jak i panpsy- chizm…” (XVII), tzn. idealizm filozoficzny. Więc też Bogdanów pozostawiwszy za sobą mętną energetykę ruszył ścieżką nie materialistyczną, lecz idealistyczną… „Kiedy energia przedstawiona zostaje jako substancja, to mamy po prostu do czynienia z dawnym materializmem minus absolutne atomy – z materializmem z poprawką, która uwzględnić ma ciągłość tego, co istnieje” (tamże). Tak jest, pozostawiwszy za sobą „dawny”, tzn. metafizyczny materializm przyrodników, skierował się Bogdanów nie ku dialektycznemu materializmowi, którego w r. 1906 nie rozumiał tak samo jak w r. 1899, lecz ku idealizmowi i fideiz- mowi – bo przeciw „metodologicznemu” pojmowaniu energii, przeciw interpretowaniu jej jako „czystego symbolu stosunków wzajemnych pomiędzy faktami doświadczenia” nie będzie wszak protestował żaden wykształcony przedstawiciel współczesnego fideizmu, żaden immanentysta, żaden „neokrytycysta” itd. Weźcie P. Carusa, którego fizjonomię dość dobrze zgłębiliśmy już wyżej – a przekonacie się, że machista ten krytykuje Ostwalda zupełnie po bogdanowowsku: „Materializm i energetyka – pisze Carus – należą do ściśle tej samej kategorii” („The Monist” vol. XVII, 1907, nr 4, p. 536). „Niewiele zaiste wyjaśnia nam materializm powiadając, że wszystko jest materią, że ciała są materią, a myśl – jedynie funkcją materii: energetyka zaś prof. Ostwalda okazuje się zgoła nie lepsza, kiedy powiada, że materia jest energią i że dusza jest tylko czynnikiem energii” (533).

czytaj więcej

ISTNIENIE UCIELEŚNIONE CZ. II

Taka jest część, poważna część prawdy zawarta w analizie materialistycznej. Ale nie ma tu niczego nowego. Nierozerwalny związek duszy i ciała jest osią myśli chrześcijańskiej. Nie przeciwstawia ona „ducha” i „ciała” czy „materii” w jej nowoczesnym znaczeniu, Dla niej „duch” w złożonym znaczeniu spirytualizmu nowoczesnego, oznaczającym zarazem myśl (nous), duszę (psyche) i tchnienie życia jednoczą się w egzystencji z ciałem. Gdy całość ta zmierza w kierunku odwrotnym do nadprzyrodzonego powołania człowieka, chrześcijaństwo nazywa ów ruch cielesnością {la chair) i oznacza w ten sposób zarówno ciążenie duszy, jak i zmysłów: gdy zmierza ona ku Bogu, ciało i dusza współpracują razem w panowaniu duchowości (pneirma), w trwa- ’ łym królestwie Boga, a nie w eterycznym królestwie Ducha. Gdy grzech pierworodny zranił naturę ludzką, dotknięty został człowiek w swej złożoności: począwszy od Ewangelii, grzechy i spaczenia ducha były częściej powodem potępień, niż grzechy i spaczenia „ciała” w wąskim znaczeniu słowa. Chrześcijanin, wypowiadający się z pogardą o ciele i materii, wypowiada się przeciwko swojej najważniejszej tradycji. Według teologii średniowiecznej jedynie przedzierając się przez materię i wywierając na nią nacisk możemy dostąpić do najwyższych rzeczywistości duchowych i do samego Boga. W istocie to grecka pogarda dla materii przekazywana jest przez wieki, aż do naszych czasów, pod fałszywą etykietą chrześcijańską. Trzeba dziś usunąć ten zgubny dualizm z naszego sposobu życia i z naszej myśli. Człowiek jest bytem naturalnym: przez swoje ciało stanowi część natury, a jego ciało jest wszędzie tam, gdzie on. Trzeba wyciągnąć z tego wnioski.

czytaj więcej

DWIE ALIENACJE

Już pierwszy rzut oka na człowieka XX wieku ukazuje zbieżność pewnych poglądów Marksa i Pascala, egzystencjalizmu i personalizmu. Ów człowiek uległ głębokiej alienacji, trzeba go przywrócić samemu sobie i jego losowi.

czytaj więcej

Dwie płaszczyzny działania chrześcijanina

Dziś powtarzają ją i propagują wszyscy filozofowie katoliccy. Ale jej sens bywa różnie interpretowany, w zależności od tego, jak pojmuje się stosunki pomiędzy „porządkiem duchowym” a cywilizacją i życiem politycznym.

czytaj więcej

Dogmatyzm – opis

Dogmatyzm sądzi, że jest w sobie zakończony, raz na zawsze gotów, a nawet w tej zakończonej postaci „dany” nam także. Jest on nam „dany”, a więc „mamy” go niejako, wraz z jego „zasadami”, rozumianymi jako pierwotne czynniki, które go czynią w zupełności obliczalnym: chodzi tylko o to, by je wyłuskać w postaci jak najczystszej. Taki był pogląd przede wszystkim Arystotelesa, naj- gruntowniejszego dogmatyka filozoficznego, który pozostał dlatego wzorem dla wszystkich innych. Ale pogląd taki przemienia całą pracę filozofii w gołą abstrakcję: wedle wyrażenia Kanta: w czynność tylko „analityczn ą”, której wynik nic innego nie zawiera niż to, co milcząco lub wyraźnie było już zawarte w tym, co dane, i co najwyżej jedynie zostało „uwyraźnione”. Tak jak wedle łatwo zrozumiałego porównania, mikroskop bynajmniej niczego nie dodaje do obiektu. Tym częściom przedmiotu, które rozpływały się w całościowym obrazie dostępnym dla nieuzbrojonego oka, pozwala wystąpić w sposób określony jedna obok drugiej i dzięki temu – naturalnie – umożliwia nam dopiero dostrzeganie ich. Natomiast Kant twierdzi, że wszelkie rzetelne, postępujące naprzód poznanie musi być „syntetyczn e”, tzn. prowadzić ponad osiągnięty już (przedstawiony już w „podmiocie” sądu) stan poznania, wydobywać to, co nowe. Głęboki, zmieniający sens tej korektury polega na tym, że przedmiot poznania winien być myślany nie jako zastygły, zakończony, lecz jako wieczny proces, stawanie się, nie zaś jako niezmienny byt. Przecież również Hegel mógł rozwinąć przewodnie pojęcie swej filozofii, pojęcie „procesu”, dzięki kantowskiej metodyce syntezy, syntetycznego zespolenia. „Rozumienie” to nie „zastygnięcie”, lecz właśnie wtopienie się w twórczy proces myślenia. Jedynie to, co posiada w myśleniu swe następstwo i rozwój, otwiera nam dostęp do zrozumienia, Niezrozumiałe i zabójcze dla rozumu jest natomiast wszystko, co mówi myśleniu „stój” i to absolutnie, ostatecznie, gdyż życiem myślenia jest jego ruch, postęp, metoda. Wprawdzie kierunek ruchu musi być ustalony: to właśnie zawarte jest wyraźniej w greckim słowie „metoda”, aniżeli w skądinąd niemniej charakterystycznym łacińskim: processus, procederé. „Metoda” oznacza nie tylko drogę i kroczenie nią, lecz jako postępowanie „za czymś” – wyznacza jednocześnie zawsze identyczny kierunek drogi. Nie ma tu jednakże niczego z ograniczenia, gdyż, powtórzmy – właśnie kierunek jako taki rozciąga się w nieskończoność. Metoda zatem staje w obronie nieprzerwanego postępu, uzasadnia zatem „syntetyczny”, nie „analityczny” charakter rzetelnego poznania.

czytaj więcej

Bogdanow i jego przygody filozoficzne

Dlatego też np. angielski machista Karol Pearson – najjaśniej piszący, konsekwentny, wrogi wszelkim wykrętom słownym machista — rozpoczyna rozdział VII swej książki, poświęcony „materii”, bezpośrednio od paragrafu o charakterystycznym nagłówku: „W szystkie rzeczy poruszają się – lecz tylko w pojęciu” („Ali things move – but only in conception’’). „W stosunku do dziedziny postrzeżeń czcze jest pytanie („it is idle to ask”), co się porusza i dlaczego się porusza” (p. 243, The Grammar of Science).

czytaj więcej

AMBIWALENCJA HISTORII

„…W każdym momencie historia ludzka ukazuje nam dwa oblicza. Jedno oblicze przyznaje rację pesymistom, pragnącym potępić dany okres historii. Drugie zaś przyznaje rację optymistom pragnącym wyłącznie wychwalać ten okres. Tak więc w XIX wieku nie brak było ludzi – wśród których mamy proroków w rodzaju Victora Hugo – utożsamiających przeszłość z ciemnościami i rozpatrujących przyszłość jako samą światłość i dobro. Z punktu widzenia filozofii historii potępienie to było wyrazem bezsensownej pogardy. Ale w tymże stuleciu znaleźć można równie łatwo chrześcijan potępiających czasy nowożytne, jako czyste i zwyczajne zwyrodnienie. Było to także wyrazem bezsensownej pogardy. Żaden okres historii nie może być w sposób absolutny potępiony ani też – w sposób absolutny – pochwalony. Równie bezsensowne byłoby potępienie średniowiecza z racjonalistycznego punktu widzenia, jak potępianie czasów nowożytnych z rzekomo chrześcijańskiego punktu widzenia.

czytaj więcej

Wizje odnośnie III wojny światowej

Z politycznego punktu widzenia wojna obecnie lub w najbliższej przyszłości wydaje się być mało prawdopodobna, ale zawsze jest możliwa. Żaden odpowiedzialny mąż stanu nie może jej całkowicie wykluczyć. Profesor Zbigniew Brzeziński powiedział w wywiadzie dla Voice of America, że III wojna światowa wybuchłaby wtedy, gdyby jedno mocarstwo postawiło drugie mocarstwo w sytuacji bez wyjścia.

czytaj więcej

Jasnowidzenie o okresie władania Napoleona

„W roku 1999 siedem miesięcy z nieba nadejdzie siejący terror, umożliwiający odrodzenie wielkiego zdobywcy Angoumois. Przedtem i potem będzie rządził Mars”. Na ten właśnie rok jasnowidz przewidywał wielką katastrofę kosmiczną, zmianę w ruchu ziemi, całkowite zaćmienie Słońca. Według astronomów prognozy naukowe rzeczywiście przewidują w dniu 11 sierpnia 1999 r. w Europie i Ameryce Północnej całkowite zaćmienie Słońca największe w tym stuleciu. Wybitny znawca Nostradamusa Jean Charles de Fontbrune na zbadanie wszystkich przepowiedni zawartych w „Centuries astrologiques” poświęcił 17 lat. Owocem tego studium badawczego jest książka, która we Francji w latach osiemdziesiątych stała się bestsellerem – „Nostradamus, historyk i prorok”. Dr Fontbrune już w 1938 r. opublikował pierwszą książkę o jasnowidzu z Salon, w której zapowiedział pięcioletnią wojnę i upadek Niemiec. Rzecz znamienna książka została ocenzurowana i zakazana przez kolaborancki rząd Vichy. „Nostradamus – pisze de Fontbrune – zaszyfrował swe przesłanie, ponieważ żył w okresie inkwizycji i jego proroctwa, gdyby były wyrażone bez ogródek nie miałyby najmniejszych szans przetrwania do naszych czasów”.

czytaj więcej

Proroctwo Izajasza

Z tego proroctwa Izajasza wynikało, że ostrzegał on naród i króla przed inwazją asyryjską, mimo że nic na to nie wskazywało. Tymczasem władca Asyrii Sennacheryb pokonał księcia Aramu Merodaka Baladana, a następnie podbił Sydon, Aszkelon i Lakisz, kierując się do Jerozolimy. Izajasz przepowiada jednak niezwykłe proroctwo: Dlatego tak mówi Pan o królu asyryjskim: „Nie wejdzie on do tego miasta, ani nie wypuści tam strzały: nie nastawi przeciw niemu tarczy, ani nie usypie przeciwko niemu wału. Drogą, tą samą, którą przybył, powróci, a do miasta tego nie wejdzie – Wyrocznia Pana. Otoczą opieką to miasto i ocalę je przez wzgląd na Mnie i na sługę mego, Dawida”.

czytaj więcej